Do hotelu w Osace dotarliśmy całkiem łatwo, z małą podpowiedzią ochroniarza na końcowej stacji jak mamy znaleźć wyjście w kierunku interesującej nas ulicy 🙂 Jak się okazało na miejscu, hotel mieliśmy w dzielnicy rozrywkowej, mimo, że na uboczu to i tak było głośno do wczesnego rana.

Ja tylko zameldowaliśmy się w hotelu za pomocą tabletu i scanera paszportów, zostawiliśmy rzeczy w pokoju, przebraliśmy się w coś świeżego i poszliśmy na wieczorne zwiedzanie dzielnicy Dotonbori, porównywanej do nowojorskiego Brodwayu.

Dzielnica Dotonbori znajduje się obok kanału zbudowanego na początku XVII w. Początkowo znajdowały się w niej teatry z tradycyjną sztuką japońską Kabuki czy Nou, z czasem dołączyły do nich kafejki i restauracje. Obecnie to dzielnica rozrywki tętniąca życiem do wczesnych godzin rannych. Można tu znaleźć teatry, bary karaoke, centra gier, sklepy, restauracje etc. Frontony budynków udekorowane są wyświetlaczami, ruszającymi się zwierzakami, lalkami, świecącymi neonami… Tak między innymi wyobrażaliśmy sobie Japonię 🙂

Na kolację wybraliśmy restaurację specjalizującą się w daniach z wołowiny Kobe (to mięso od słynnych krów karmionych trawą, pojonych piwem i masowanych rozpyloną sake). Zdecydowaliśmy się na menu degustacyjne, by spróbować różnych form podania oraz mięsa z różnych części zwierzaka. A do tego gorąca sake, z której słynie Osaka. Na koniec dostaliśmy nigiri z wołowiny Kobe 🙂 Mięsa były przepyszne, ale najbardziej smakował nam steak sirloin (wykrojony z cienkiego rostbefu).

Następnego dnia wstaliśmy zbyt późno, by zdążyć zwiedzić zamek w Osace, więc pokręciliśmy się po ulicach dzielnicy Namba (w pobliżu dworca, z którego jechaliśmy do kolejnej miejscowości). W Osace zauważyliśmy dwa rodzaje ulic: przestronne z niewielką ilością zieleni i małe uliczki odchodzące na boki od dużych arterii. Dla tych małych charakterystyczne są słupy z ogromną ilością kabli. Przyznamy, że ten widok nas zaskoczył i przypomniał nam ulice nepalskich miasteczek. Widzieliśmy też Venoma na podświetlonym i głośno grającym motocyklu 😀

Przed wyjazdem zjedliśmy lunch na ławeczce w parku Namba Parks, zbudowanym na kształt kanionu. Zieleń pielęgnowana jest w sposób naturalny, bez wykorzystania pestycydów. Park stanowi zielony azyl dla mieszkańców dzielnicy, bo za wiele jej niestety nie mają. W niedzielę spotkaliśmy tutaj rodziny z dziećmi, urządzające sobie pikniki i korzystające z ładnej pogody.

A teraz czas przenieść się w czasie…