W Japonii popularnym serwisem zarówno wśród lokalnych jak i turystów jest transport bagaży pomiędzy hotelami, lotniskami czy dworcami. Wszystko po to by podróżni nie musieli sami przewozić bagaży i by nie zajmowali nimi miejsca w pociągach czy autobusach. Także spakowaliśmy rzeczy na jedną noc do małych plecaków, udaliśmy się na dworzec i nasze główne bagaże nadaliśmy bezpośrednio do kolejnego hotelu, w którym miały czekać na nasz przyjazd.
My za to udaliśmy się w góry do najważniejszego w Japonii ośrodka Buddyzmu – Koyasan – Góra Koya. Już dojazd jest atrakcją samą w sobie. Z Osaki pojechaliśmy bezpośrednim pociągiem do Gokurakubashi (druga opcja to przejazd z przesiadką). Ostatnia część trasy prowadzi zboczem góry wzdłuż malowniczej doliny. Następnie przesiedliśmy się w kolejkę, jak na Gubałówkę, i po 5min jazdy znaleźliśmy się na stacji w Koyasan. Stamtąd autobusem dojechaliśmy do naszej świątyni Zufukuin, która jako jedna z 50 w Koyasan oferuje noclegi i wyżywienie dla pielgrzymów i turystów.

Przed wejściem… 
…obowiązkowa zmiana obuwia
W pierwszej kolejności poszliśmy się odświeżyć do świątynnego onsenu. Onsen to miejsce, w którym można zażyć kąpieli w gorącej wodzie źródlanej. Podobnie jak w fińskich saunach, w japońskich onsenach obowiązuje określona etykieta oraz kolejność wykonywanych czynności. Kobiety i mężczyźni korzystają z oddzielnych onsenów. Po wejściu do przebieralni należy się rozebrać i odłożyć rzeczy do koszyczka albo szafki. Następnie bierzemy swój ręcznik i wchodzimy do łaźni. Siadamy na stołeczku, oblewamy się wodą z miski bądź prysznica, uważając by nie pochlapać innych osób. Wycieramy się i wchodzimy nago do basenu z gorącą wodą. W zależności od przyzwyczajenia relaksujemy się od 3-10min. Następnie wychodzimy, siadamy na stołeczku i myjemy ciało mydłem, możemy umyć włosy. Wycieramy się, wchodzimy do przebieralni nieokryci ręcznikiem. Zakładamy yukatę (bawełniane, lekkie kimono kąpielowe), owijamy się pasem i wracamy do pokoju. Najlepiej od razu położyć się na futonie (materacu) i okryć ciepło, by zatrzymać ciepło i kontynuować relaks.
Bardzo ciekawe doświadczenie 🙂
Odświeżeni poszliśmy na buddyjską kolację przygotowaną przez goszczących nas mnichów. Dania wyłącznie wegetariańskie, produkty z założenia powinny być z własnego ogródka. Wszystkie potrawy były pyszne: zupa miso, kiszone warzywa, tofu, ryż z fioletową słoną przyprawą. Najedzeni do syta zaczęliśmy zwiedzanie okolicy od jednego z najważniejszych miejsc w Koyasan – cmentarza Okunoin.
Miejscowość Koya oraz niezwykły kompleks świątynno-cmentarny powstały w latach 819 – 826 dzięki staraniom mnicha Kūkai, który po powrocie z nauk w Chinach szukał odludnego miejsca, w którym mógłby założyć wspólnotę religijną buddyzmu ezoterycznego o nazwie Shingon.
Podczas swojego życia Kūkai zbudował tylko kilka budynków świątynnych. Następcy rozbudowywali jednak dalej ów kompleks i tak do dzisiaj istnieją, mimo licznych pożarów i innych kataklizmów aż 117 świątynie w których przebywa około 600 mnichów. Działa tam również uniwersytet założony w 1926 roku na studia religijne.
W 2004 roku cały kompleks Koyasan stał się miejscem światowego dziedzictwa UNESCO. W jego skład wchodzi m.in. cmentarz o nazwie Okunoin, gdzie znajduje się mauzoleum założyciela, czyli mnicha Kūkai, zwanego również Kōbō-daishi. Kukai był nauczycielem i reformatorem pisma – twórcą sylabariusza kana, znacznie upraszczającego skomplikowany język chiński. Wyznawcy wierzą, że Kōbō-daishi nadal tam przebywa, oddając się medytacjom. Do dnia dzisiejszego jest to największy (ponad 200 000 nagrobków) i najstarszy buddyjski cmentarz w Japonii. Wszyscy Japończycy chcą leżeć blisko Kūkai. Podobno, kiedy nadejdzie współczujący budda, Kūkai będzie jedyną osobą, która zrozumie i przetłumaczy jego nauki. Dlatego każdy chce być blisko, gdy ten dzień nastąpi. Na samym końcu cmentarza znajduje się Toro-do, mauzoleum Kobo-daishi, do którego prowadzi kamienny mostek. Za mostkiem obowiązuje zakaz fotografowania, o którym poinformowała mnie jedna z Pań zwiedzających kompleks. W nocy nie zauważyłam tablicy, więc 2 zdjęcia mauzoleum zdążyłam zrobić 😉
Cmentarz obeszliśmy 2 razy, wieczorem i następnego dnia rano. Robi wrażenie zarówno po zmroku, jak i w ciągu dnia 🙂 Niektóre kryptomerie mają nawet tysiąc i więcej lat. W lesie drzew stoi las nagrobków. Najwięcej jest tam kamiennych stupgorinto, czyli pięć elementów ułożonych jeden na drugim, które symbolizują ziemię, wodę, ogień, powietrze i niebo: buddyjski wszechświat. Do wielu prowadzą torii, czyli bramy przejścia pomiędzy światem żywych i światem zmarłych.
Następnego dnia najpierw towarzyszyłam mnichom podczas porannej modlitwy (Kuba spał), potem zjedliśmy śniadanie i poszliśmy obejrzeć kompleks świątyń założonych przez Kōbō Daishi – Danjō Garan z pagodą Konpon Daito i świątyniami Kondo oraz Fuddo. Pagoda z posągiem Dainichi Nyorai (Mahāvairocana) otoczonym przez cztery posągi Buddy z Kongokai oraz 16 Wielkich Bodhisattva namalowanych na okalających kolumnach robi niesamowite wrażenie zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Zarówno pagodę jak i inne świątynie odbudowywano po pożarach, które niszczyły je kilkukrotnie. Następnie pomaszerowaliśmy na koniec miasteczka, by zobaczyć bramę do miasta – Bramę Daimon.
Zwiedzanie zakończyliśmy smacznym lunchem w jednej z niewielu restauracji, a następnie ruszyliśmy w dalszą drogę do Hiroszimy, gdzie w hotelu oczekiwały już na nas nasze bagaże.

























































