Kinosaki Onsen to małe miasteczko na zachodnim wybrzeżu Japonii, jedno ze znanych miejsc „uzdrowiskowych” w Japonii. Są tutaj naturalne gorące źródła, z których można korzystać na terenie hoteli oraz w łaźniach publicznych. Dokładniej o onsenach i kąpielach pisałam w poście o Koyasan. Nasze pierwsze doświadczenie z japońskimi onsenami było w ascetycznych warunkach świątyni buddyjskiej. W Kinosaki Onsen mieliśmy bardziej luksusową wersję. W takich miasteczkach onsenowych tradycją jest zażywanie kąpieli w kolejnych łaźniach i przemieszczanie się pomiędzy nimi w tradycyjnej yukacie i drewnianych sandałach zwanych geta. Taki łaźniowy clubbing 🙂
Ryokan to tradycyjna japońska gospoda świecki odpowiednik shukubo (czyli noclegu w świątyni buddyjskiej). Hotel, który wybraliśmy oferuje zakwaterowanie właśnie w takim stylu. Nasz pokój znajdował się na piętrze, a z okna mogliśmy podziwiać przepiękny widok na ogród i pobliskie góry. Pokój pełnił dwie funkcje: jadalni, a następnie sypialni, a rano znowu jadalni 😀
Na początku otrzymaliśmy tradycyjny poczęstunek składający się z herbaty Matcha i ciasteczek. Niestety pogoda nie dopisała, padał deszcz i wiał mocny wiatr, więc nie chcąc ryzykować nawrotu choroby poszliśmy tylko do hotelowego onsenu. W oczekiwaniu na kolację wyglądaliśmy przejaśnień, by zrobić chociaż kilka zdjęć ogrodu i naszego hotelu.
Kolacja serwowana w naszym pokoju była w stylu kaiseki. Jest to tradycyjny japoński wielodaniowy posiłek, którego poszczególne dania, ich składniki oraz ich sekwencja są ściśle określone. Termin kaiseki odnosi się także do sposobu przyrządzenia i technik przygotowywania poszczególnych potraw składających się na pełen posiłek. Podczas kolacji dostaliśmy m.in. czerwony ryż serwowany tradycyjnie podczas ważnych uroczystości. Dodatkowo w prezencie z okazji naszej rocznicy ślubu dostaliśmy piękne pałeczki 🙂
Po przepysznej i obfitej kolacji poszliśmy jeszcze raz do hotelowego onsenu i zapadliśmy w sen 🙂
Następnego dnia rano Pani, która nas obsługiwała posprzątała futony i przygotowała śniadanie w naszym pokoju. My w tym czasie korzystając z minimalnie lepszej pogody udaliśmy się do pobliskiego publicznego onsenu. Gorąca kąpiel z widokiem na mały wodospad i las była bardzo przyjemna. Śniadanie, oczywiście tradycyjne japońskie, czekało już na nas w pokoju. Potrawy były smaczne, no może poza ryżanką (odpowiednikiem owsianki), która nie miała w ogóle smaku.

Po śniadaniu spakowaliśmy się, poszłam zrobić kilka zdjęć miasteczka i pojechaliśmy na dworzec. Kolejny przystanek to Kioto.





























