
Pierwszą wyprawę do kraju kwitnącej wiśni zorganizowaliśmy z okazji naszej 10-tej rocznicy ślubu.
Obecną natomiast z okazji naszych 40-tych urodzin 🙂
Tym razem nie podróżujemy we dwoje, a w sześcioro. Zaplanowanie wyjazdu łączącego zainteresowania i możliwości 9-cio i 11-sto latków, 40-latków oraz dwójki seniorów było nie lada wyzwaniem. Ale od czego ma się małych pomocników oraz plannera podróży online 😀
Przed nami 15 dni wypakowane atrakcjami. Jest trochę miast i trochę natury, trochę nowoczesności i trochę historii, góry i morza, pokemony i jelonki, a przede wszystkim wyczekiwane sushi, onigiri i rameny 🙂

Zaczynajmy…
Szybkie podsumowanie lotów – było bardzo męcząco. Do Tokio dotarliśmy padnięci i właśnie odsypiamy podróż. A kto się wyspał pisze bloga 😉
Najpierw lot z Barcelony do Warszawy, nocleg w hotelu na lotnisku, żeby było szybko i wygodnie. Następnego dnia lot Warszawa – Dubaj. Odprawa poszła gładko, ale przejście przez security check nie bardzo – ponad 2h w kolejce, cały zapas czasu przestaliśmy w tłumie. Lotnisko nie przewidziało dużej liczby pasażerów wylatujących na wakacje :0 Skończyło się ok 1h opóźnieniem wylotu, bo czekaliśmy na pasażerów, którym nie udało się przejść przez security na czas.
Następnym razem kupujemy FastTrack.


Przy 7h różnicy między Warszawą i Tokio optymalnym wyborem było spanie w samolocie do Dubaju, a w kolejnym Dubaj-Tokio pozostanie przytomnym (lądowanie w Tokio późnym popołudniem). Wiadomo, wyszło trochę inaczej. Krótkie drzemki w ciągu 20h w pozycji siedzącej nie należą do relaksujących (loty + przesiadka). Wymęczony niemożliwością zaśnięcia w fotelu Olo na chwilę położył się w samolocie na podłodze. A w metrze (do hotelu w Tokio) zasypiał co chwila zapewniając, że nie śpi, tylko myśli 😀

Na szczęście zmęczenie pozwoliło wszystkim szybko zasnąć i przespać się już zgodnie z japońską strefą czasową. Może jet lag nie da nam w kość, bo wiele zwiedzania przed nami. Stay tuned…