Czas na zmianę otoczenia, dzisiaj wyjechaliśmy z miasta na całodniową wycieczkę w góry do Nikko, zwanego lodówką ze względu na swój mikroklimat i przyjemny chłód dający ulgę podczas gorącego lata. Mieliśmy przewodniczkę i kierowcę, więc podróż busikiem minęła szybko, szczególnie, że kierowca miał mocne nerwy podczas przejeżdżania przez bramki na autostradzie (bez zwalniania przed szlabanami)!
Link do filmiku tutaj.
Zaczynamy od czerwonego mostu Shinkyo. Legenda głosi, że buddyjski mnich chciał się przedostać z jednego brzegu rzeki na drugi, by założyć świątynię, w miejscu które zobaczył w swojej wizji. Ponieważ nie miał jak przejść na pomoc przybyły mu dwa duże węże, które stworzyły ze swoich ciał kładkę. Następnie w tym miejscu zbudowano drewniany święty most. Dodatkowo mieliśmy niepowtarzalną okazję oglądać część ceremonii zaślubin młodej pary. Na moście w asyście rodziny i gości modlili się o wspólne szczęśliwe życie.


Następny przystanek to punkt widokowy, na który prowadzi jednokierunkowa droga z numerowanymi zakrętami, w sumie 20 serpentyn do pokonania w górę (a 28 drogą zjazdową), oraz kolejka linowa. Stąd
podziwialiśmy wodospady, jezioro i okoliczne góry. Przepiękne zielone widoki i mnóstwo ważek 🙂




Kolejny przystanek to widziane wcześniej z daleka jezioro Chuzenji. Powstałe 20 000 lat temu po
erupcji świętej góry Nantai i głębokie na 160m obecnie jest częścią parku narodowego. Zanim jednak go utworzono, zbudowano tutaj m.in. domy letniskowe należące do różnych ambasad.




Czas na wodospady, najpierw mniejszy zwany Twarzą Smoka, a potem jeden z najpiękniejszych w Japonii, wysoki na 93m – Wodospad Kegon.








A teraz czas na obiad w tradycyjnej restauracji japońskiej – zdejmujemy buty, a potem siadamy/ klękamy na poduszkach ułożonych na tatami. Pyszne sashimi z lokalnych jeziornych ryb, grillowany pstrąg, zupa miso, warzywa w tempurze, kotlet wieprzowy w panierce, marynowane warzywa, ryż i makaron soba. Delicje!

Szybkie zakupy pamiątek u lokalnego artysty rzeźbiarza i można jechać na zwiedzanie świątyni shinto Toshogu i mauzoleum szoguna Tokugawa Ieyasu, założyciela szogunatu Tokugawa, który rządził Japonią przez ponad 250 lat do 1868. Niesamowite budowle i bramy, dekoracje misternie rzeźbione w drewnie i malowane na intensywne kolory, ascetyczny kamienny grób szoguna. Podobnie jak w wiele innych świątyniach i ta łączy w sobie dwie religie: rdzennie japońskie shinto z przybyłym z Chin buddyznem.







Kilka ciekawostek:
Po śmierci szoguna, samurajowie w zależności od swojej rangi byli zobligowani do podarowania jakiejś rzeczy na rzecz nowopowstałej świątyni. Jeden ufundował budowę metalowej wejściowej bramy torii, inni fundowali kamienne latarnie, a co ciekawe Holendrzy np. dwa metalowe świeczniki (na jednym popełnili błąd umieszczając herb rodzinny szoguna w złej pozycji). Gdyby zrobił to samuraj, musiałby popełnić harakiri. Holendrom darowano ten błąd i przyjęto prezent. Jeszcze krótkie wyjaśnienie skąd w ogóle Holendrzy. Szoguni zamknęli japońskie granice dla wszystkich poza Chińczykami i Holendrami, ponieważ przybywający do Japonii Hiszpanie, Portugalczycy czy Anglicy próbowali narzucić Japończykom chrześcijaństwo, a Holendrom na tym w ogóle nie zależało, oni chcieli tylko handlować. Tak więc Japonia przez wiele wieków utrzymywała kontakty wyłącznie z dwoma krajami. Ot taki psztyczek dla chrześcijańskiej ekspansji europejskiej 😉


Jeden z artystów, bardzo uznany w swoich czasach, namalował na jednym z budynków słonie, a raczej swoje wyobrażenie słoni, ponieważ nigdy w życiu ich nie widział na własne oczy 😉 Dlatego wyglądają trochę jak tygrysy z trąbami 😀

Biały kolor do malowania elementów dekoracyjnych przygotowano ze sproszkowanych muszelek. Czarny natomiast to naturalny lak pochodzący z drzew.
Brama wejściowa do głównej świątyni to jedyny w swoim rodzaju master piece, wpisany na listę UNESCO. Detale dopracowane do perfekcji, a jednak jeden szczegół zaburza porządek. Przypadek? Nie, zamierzona niedoskonałość, gdyż ideał budowli oznaczałby osiągnięcie doskonałości oraz początek bessy i niepowodzeń rodziny … By tego uniknąć na jednej z kolumn celowo wyryto wzór odwrotnie do 3 pozostałych. Ta subtelna niedoskonałość pozwalała traktować dzieło jako niepełne i niedokończone, co zapewniło rodzinie szoguna możliwość
dalszego rozwoju i pomyślność.

A kojarzycie 3 małpki zakrywające oczy, uszy i buzię? Właśnie odkryliśmy ich pochodzenie :O Na stajni dla świętych koni wyryto cykl życia małpek. Jednym z etapów dzieciństwa jest czas, gdy małpki mają: nie patrzeć na zło, nie mówić i nie słuchać złego. Trzy powielane na figurkach małpki pochodzą z Nikko!

Na zakończenie słodziutki pudelek w kapeluszu, klasyczne mochi z pastą z czerwonej fasoli azuki i rzut oka na buddyjską świątynię Rinnoji.



Ostatni przystanek – wąwóz Kanmangafuchi i rzeka Daiya – wzdłuż, których mieszczono szereg 70 figurek Jizo, bóstwa opiekującego się podróżnymi i dziećmi (stąd czerwona czapeczka i śliniaczek).


A w drodze powrotnej, by uniknąć korka wjazdowego do Tokio (niedziela po południu) część trasy przejechaliśmy lokalnymi drogami. Dzięki temu mogliśmy oglądać pola ryżowe. A na wjeździe do Tokio ukazała nam się Góra Fuji! Piękne zakończenie dnia 🙂

