Dzisiejszy punkt programu wybierała Julka – park rozrywki Universal Studios Japan. Szykujemy się na tłumy, hałas i dużo wrażeń.

Pojechaliśmy rano, by w miarę możliwości uniknąć kolejek. Od razu skierowaliśmy się do części poświęconej Harremu Potterowi 😉 Przeszliśmy przez wioskę Hogsmade prosto do zamku Hogwart na kryjącą się w nim kolejkę. To była niezła jazda! Świetnie zrobione animacje i dekoracje. Zawieszeni w 4-osobowym (Julka, Olo, Kuba i ja) krzesełku przelatywaliśmy przez sale Hogwartu, Zakazany Las, ponad błoniami i jeziorem, graliśmy w quiddicha, uciekaliśmy dementorom i smokom. Kolejka zrobiona tak, abyśmy mieli wrażenie latania na miotle. CZAD! Momentami dzieciaki się bały, więc zamykały oczy, ale ogólne wrażenia bardzo dobre. Następnie udaliśmy się Parku Jurajskiego, ale rollercostery przeraziły dzieciaki, więc tylko zjedliśmy tam drugie śniadanie.

Potem poszliśmy na pokaz do strefy nawiązującej do filmu Waterworld z Kevinem Costnerem. Co tam się działo! To był bardzo dobry pokaz, wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem 😀 Filmiki możecie zobaczyć tutaj, warto 🙂

Czas oczekiwania na przejażdżki kolejkami, niezależnie od tematu przewodniego, to ponad 60min, więc zdecydowaliśmy się pójść na show z filmu SING, pobuszować po tematycznych sklepach w poszukiwaniu Joshiego i Koopy (Mario Bross) i ubrań z Pokemonami.

Przeładowani doznaniami pojechaliśmy do Nary pokarmić żyjące w parku jelonki i zobaczyć proces przygotowywania daifukumochi, bardzo często pokazywany na Instagramie. Jak się okazało na miejscu, spóźniliśmy się na pokaz 😦 pozostało tylko spróbować mochi z pastą fasolową. Szczerze mówiąc nikomu nie przypadły do gustu :/

Następnie udaliśmy się w kierunku parku, w którym na wolności żyją jelenie. Po drodze zaopatrzyliśmy się w przysmaki, którymi można je karmić. Zwierzaki są oswojone i przyzwyczajone do tłumu turystów, ponadto są bardzo dobrze wychowane (filmiki). Przed skubnięciem przysmaku kłaniają się ładnie, a następnie kłaniają się dziękując 😉 Spryciarze chodzą za każdym kto je raz nakarmił i dopominają się kolejnych porcji, czasem skubiąc turystów po nogach, pośladkach czy plecakach. Tak się zajęliśmy jelonkami, że odpuściliśmy oglądanie kolejnej świątyni znajdującej się nieopodal.

Ostatnim punktem zwiedzania na dzisiaj był park i zamek w Osace. Wieczorny spacer, kilka zdjęć z zewnątrz i wracamy do mieszkania. Jutro całodniowa wycieczka i wyczekiwane przejazdy shinkansenami.

A może lody z maszyny vendingowej? Czemu nie 🙂

Do następnego!